- Chciałbym pójść dzisiaj do kinoteki. Puszczają podobno ciekawą ekranizację. Nie chciałabyś pójść ze mną? Ostatnio tam byliśmy kilka tygodni temu. Przynajmniej sobie przypomnimy, jak to jest wybrać się do kina – spytałem małżonkę.
– A na jaki film próbujesz mnie wyciągnąć? – zapytała szybko – pamiętasz chyba, że w krwawych filmach się nie lubuję. A właśnie wtedy namówiłeś mnie na okropną ekranizację, która miała być komedią.
– Spokojnie. Wtedy zapomniałem o twojej awersji do tego typu filmów. Ale dzisiaj czytałem opis filmu. Zapowiada się interesująco.
– Doprawdy? Ale nie będziesz grał w gry wii tak, jak wtedy?
– Myślałem, że to ci nie przeszkadzało.
– Tak, masz rację. Prawdopodobnie wszyscy widzowie byli zachwyceni słysząc brzęczące gry Wii, z których dochodziły prymitywne wrzaski w tan z jakąś krwawą ekranizacją . Żartujesz?! Sądziłam, że ludzie cię zamordują. Zresztą, ja też miałam ochotę.
– A to dlatego się na mnie złościłaś po wyjściu z kina?
– Super! Widzę, że teraz to zrozumiałeś. Mam jednak nadzieję, że jak tym razem będziemy iść do kina, to gry Wii zostawisz w domu. Jakoś nie mam ochoty szukać wytłumaczenia za dorosłego faceta, zachowującego się, jak małolat.
– Nie martw się. Masz rację. To było głupie. Ale próbowałem dociec, czy tę grę możemy dać dziecku do zabawy. No i najwidoczniej wygląda na to, że mnie bardziej wciągnęła.